PRZECZYTAJ STRESZCZENIE
Ze stolarni spod Pruszcza Gdańskiego wyjechałem po czternastej. Karty z kamery zgrałem na dwa dyski jeszcze tego samego wieczoru i od tej chwili klient nie widzi mnie przez dwa tygodnie.
Sporo osób wyobraża sobie, że w tym czasie film „się montuje”, trochę jak pranie w pralce. Wrzucasz materiał, czekasz, wyjmujesz gotowe. No więc nie.
Te dwa tygodnie to najbardziej niewidzialna część tej roboty i jednocześnie ta, w której film naprawdę powstaje. Zostaję przy tym samym przykładzie co ostatnio, czyli przy filmie wizerunkowym czteroosobowej stolarni, i rozkładam po kolei, co się dzieje z sześcioma godzinami nagrań, zanim wrócą do klienta jako półtorej minuty.
Najpierw oglądam wszystko. Dosłownie wszystko
Zgrany materiał najpierw oglądam w całości. Sześć godzin nagrań to realnie wieczór pracy, bo część rzeczy przewijam z podwójną prędkością, ale nie odpuszczam niczego. Najlepsze ujęcie dnia potrafi siedzieć dwie sekundy po momencie, w którym wszyscy na planie uznali, że dubel jest do wyrzucenia.
Przy oglądaniu oznaczam klipy kolorami: zielone do użycia, żółte może, reszta odpada. W DaVinci Resolve Studio robi się z tego mapa całego dnia zdjęciowego i przy każdym kolejnym etapie pracuję już tylko na niej.
Po selekcji z sześciu godzin zostaje może czterdzieści minut materiału, z którym warto dalej pracować. To nie znaczy, że reszta była zła. Film potrzebuje najlepszych trzech sekund z każdego ujęcia, a nie całego ujęcia.
Szkielet filmu to wypowiedź, nie obrazki
Montaż zaczynam od dźwięku, nie od obrazu. Wypowiedź właściciela stolarni tnę najpierw jak audycję radiową: słucham, wycinam potknięcia i dygresje, układam zdania w kolejność, która prowadzi od „kim jesteśmy” do „po co to robimy”. Obrazu na tym etapie prawie nie oglądam.
Z dwudziestu minut rozmowy zostaje siedem, osiem zdań. I tu klient najczęściej by się zdziwił, bo te zdania rzadko padły w tej kolejności. Początek gotowej wypowiedzi często pochodzi z końca nagrania, kiedy człowiek był już rozgadany i mówił najswobodniej.
Przy większych projektach ta układanka rośnie do rozmiarów tabeli z timecodami. Przy serii dokumentalnej na 35-lecie gminy Suchy Dąb sklejałem wypowiedzi ludzi nagrywanych osobno, w różnych porach dnia, tak, że w gotowym odcinku odpowiadają sobie nawzajem, jakby siedzieli przy jednym stole.
Przebitki wchodzą tam, gdzie było cięcie
Kiedy wypowiedź trzyma się kupy, wchodzą przebitki. Te dwie godziny chodzenia po hali z kamerą, które na planie wyglądały na bezcelowe, teraz spłacają się co do minuty.
Przebitka robi dwie rzeczy naraz. Zakrywa cięcie w wypowiedzi, żeby nikt nie widział, że między jednym zdaniem a drugim minęło pół godziny. I daje widzowi coś do oglądania, bo ręce prowadzące deskę przez pilarkę mówią o firmie więcej niż kolejne piętnaście sekund twarzy.
Dlatego już na planie zbieram materiał pod konkretne cięcia. Jako operator filmowy z Gdańska montuję sam to, co nagrywam, więc stojąc z kamerą w hali wiem, czego będę szukał przy montażu.
Do tego muzyka. Wybieram ją na pierwszym etapie montażu, bo rytm cięć układa się pod nią, nie odwrotnie. Utwór z licencją, dobrany tempem do charakteru firmy: stolarnia dostanie coś spokojniejszego niż relacja z konferencji.
Dźwięk i kolor robią więcej, niż się wydaje
Sprężarka ze stolarni, którą wyłączaliśmy na czas wypowiedzi i tak wchodzi w tło między zdaniami z powodu przebitek. Odszumianie, wyrównanie głośności między ujęciami, podbicie głosu tak, żeby dało się go słuchać na słuchawkach i z głośnika telefonu leżącego na stole – to wszystko dzieje się osobno dla każdego klipu.
Potem kolor. Materiał prosto z kamery jest wyprany i szary, bo nagrywam w profilu, który zbiera jak najwięcej informacji o świetle. Korekcja barwna najpierw sprowadza wszystkie ujęcia do wspólnego wyglądu, a potem dokłada charakter: cieplejsze drewno, głębsze cienie hali.
To jest ten etap, przez który materiał z tej samej kamery wygląda raz jak nagranie z telefonu, a raz jak film. Różnica nie siedzi w sprzęcie, tylko w tych dwóch, trzech godzinach przy biurku.
Napisy i wersje formatowe
Napisy dodaję zawsze, bo większość ludzi ogląda filmy w social mediach bez dźwięku. Do tego belka z imieniem i funkcją osoby, która mówi, oraz plansza z logo na koniec.
Na końcu wersje formatowe. Poziom idzie na stronę i YouTube, pion na Reelsy i TikToka. Pion nie powstaje z przycięcia poziomu: kadr ustawiam na nowo pod każde ujęcie, żeby ręce i twarze nie wypadały z ramki, a napisy przenoszę tam, gdzie nie zasłoni ich interfejs aplikacji. Z jednego dnia zdjęciowego w stolarni poza filmem głównym wyszły jeszcze dwie rolki na social media.
Runda poprawek
Pierwsza wersja jedzie do klienta po tygodniu, dwóch. I tu jest miejsce na rzecz, która najbardziej przyspiesza całą resztę: konkretny feedback. „W 0:42 wytnij to zdanie, a logo na końcu potrzymaj dłużej” załatwiam w kwadrans. „Coś mi tu nie gra” oznacza telefon i zgadywanie.
Jedna runda poprawek jest wliczona w wycenę i w zdecydowanej większości projektów wystarcza. Jeśli coś się rozjeżdża, to prawie zawsze dlatego, że gotowy film ocenia ktoś, kogo nie było przy ustalaniu koncepcji.
Ile godzin siedzi w półtorej minuty filmu
Rozbicie dla filmu ze stolarni, w godzinach przy biurku:
- zgranie, kopie bezpieczeństwa i selekcja materiału – trzy do czterech godzin,
- montaż wypowiedzi i układanie przebitek – sześć do ośmiu godzin,
- dźwięk i korekcja barwna – dwie, trzy godziny,
- napisy, belki i wersje formatowe – dwie, trzy godziny,
- poprawki po pierwszej wersji – godzina, dwie.
Wychodzi kilkanaście godzin na półtorej minuty. Do tego kolejka innych projektów i jedna rzecz, której nie da się przeskoczyć: następnego dnia po montażu oglądam całość świeżym okiem i prawie zawsze coś zmieniam. Dlatego uczciwy termin to tydzień do dwóch, a nie „na jutro”. Przy większych filmach dla firm, z dwiema lokalizacjami albo kilkoma osobami przed kamerą, wszystkie te liczby rosną mniej więcej proporcjonalnie.
Dobry montaż jest niewidzialny
Stolarz z tego przykładu nie zobaczył z tych kilkunastu godzin ani jednej. Dostał maila z linkiem, obejrzał półtorej minuty i odpisał, że kurczę, fajnie to wyszło.
I dokładnie tak to ma działać. Montaż widać dopiero wtedy, kiedy go zabraknie: w rwanych cięciach, skaczącej głośności i wypowiedzi, która ciągnie się bez końca.
Masz nagranie za sobą albo dopiero je planujesz? Napisz do mnie, wycenię projekt bezpłatnie w ciągu 24 godzin.
