PRZECZYTAJ STRESZCZENIE
„U nas nic się nie dzieje. Siedzimy przy komputerach, nie wiem, co byś tu w ogóle nagrał.”
Zwykle takie stwierdzenie pada zaraz po tym, jak ktoś przeczytał u mnie wpis o dniu zdjęciowym w stolarni albo po obejrzeniu relacji z dożynek. Tam są wióry, maszyny, tłum i dron. U nich są trzy biurka, drukarka i segregatory.
I to jest najczęstszy powód, dla którego firmy usługowe nie mają filmu. Nie budżet, nie brak czasu. Przekonanie, że nie ma czego pokazać.
Weźmy taki podobny przykład, jak w poprzednich wpisach ze stolarnią: pięcioosobowe biuro rachunkowe we Wrzeszczu. Właścicielka, trzy księgowe, jedna osoba od kadr. Kamienica, drugie piętro, dwa pokoje i mała kuchnia. Klienci przychodzą raz w miesiącu z fakturami, reszta idzie mailem. Z zewnątrz nic się nie dzieje.
Stolarnia sprzedaje blat, biuro rachunkowe sprzedaje człowieka
Ta różnica ustawia cały film. Kiedy ktoś zamawia stół, chce zobaczyć warsztat, drewno i ręce, które go zrobią. Kiedy ktoś szuka księgowej, chce zobaczyć księgową. Chce wiedzieć, czy odbierze telefon, czy wytłumaczy po ludzku, co się zmieniło w przepisach i czy nie zniknie w kwietniu.
Dlatego w filmie wizerunkowym firmy usługowej proporcje są odwrócone. W stolarni z tamtego przykładu właściciel mówiłby jakieś trzydzieści sekund, a resztę robiłyby maszyny. W biurze rachunkowym właścicielka mówiłaby minutę, półtorej, a przebitki tylko podtrzymywałyby obraz.
To dobra wiadomość, nie zła. Film, w którym ktoś przez minutę mówi do kamery jak do klienta, jest tańszy w produkcji, szybszy w montażu i robi dokładnie to, po co go zamawiasz: pokazuje, z kim będzie się rozmawiać.
Co nagrywam w biurze, w którym „nic się nie dzieje”?
Więcej, niż się wydaje. Lista z biura z przykładu, w kolejności, w jakiej to zwykle robię:
- wejście z ulicy: brama kamienicy, schody, tabliczka przy drzwiach. Klient zobaczy, że firma ma adres, a nie skrzynkę mailową,
- ręce przy pracy: klawiatura, kartkowanie faktur, długopis na umowie, spinacz, pieczątka. Zbliżenia, w których nie widać, czyje to dokumenty,
- rozmowa z klientem: prawdziwa, jeśli akurat ktoś przychodzi, albo z zaprzyjaźnionym klientem, którego zapraszamy na kwadrans. Nie musi nic mówić do kamery, wystarczy, że siedzi po drugiej stronie biurka,
- telefon: właścicielka odbiera, słucha, zapisuje. Trzy sekundy, które mówią „tu ktoś odbiera”, nawet jeśli to tylko przekaz podświadomy,
- okno: Wrzeszcz za szybą, tramwaj, kawiarnia naprzeciwko. Kontekst miejsca, żeby film nie wyglądał, jakby powstał w dowolnym biurowcu,
- zespół: trzy księgowe przy biurkach, jedna wstaje po kawę, druga podaje teczkę. Ruch w kadrze, nawet jeśli to zwykłe przejście przez pokój.
Z tego wyszłoby jakieś dwadzieścia ujęć, a do półtoraminutowego filmu potrzebuję dziesięciu. Reszta idzie do rolek.
Jedna rzecz, o którą w biurach dbam bardziej niż gdziekolwiek: dane klientów. Monitory kadruję pod kątem, żeby ekran był jasną plamą, a nie czytelnym PIT-em. Faktury do ujęć z rękami bierzemy własne albo puste. Kalendarz na ścianie z nazwiskami odwracam. To zajmuje kwadrans przed nagraniem i oszczędza rozmowy, których nikt nie chce prowadzić po publikacji.
Wypowiedź jest filmem, a nie dodatkiem do niego
Skoro w firmie usługowej człowiek niesie film, to najwięcej pracy idzie w to, żeby ten człowiek wypadł jak on sam. Nie czytamy z kartki. Siadamy, zadaję pytania i nagrywamy rozmowę: dla kogo pracujesz, co Ci klienci mówią po pierwszym roku, czego się boją, zanim przyjdą, co robisz inaczej niż każde inne biuro.
I jedno pytanie, które zadaję zawsze: jak to się zaczęło? Historia firmy to często najlepszy materiał, jaki wychodzi z całej rozmowy. Właścicielka, która dziesięć lat temu zaczynała sama w wynajętym pokoju z trzema klientami, a dziś ma pięć osób i sto firm w obsłudze, ma opowieść, której nie ma żadna konkurencyjna strona z zakładką „o nas”. Od czego się zaczynało, co poszło nie tak po drodze, co jest teraz. Takie historie potrafią zdecydować, czy klient wybierze właśnie Ciebie, bo pokazują, że firma już raz dowiozła coś szalenie trudnego. Samą siebie.
Z dwudziestu minut rozmowy wybieram osiem, dziesięć zdań, tak jak opisywałem przy montażu od kuchni. Różnica jest taka, że tu te zdania są na ekranie dłużej, więc muszą brzmieć naturalnie. Wyuczony tekst słychać w pierwszej sekundzie.
Kiedy biuro nie nadaje się na tło i co wtedy?
Są biura, w których nie da się nagrać dobrej wypowiedzi. Wynajęty pokój w biurowcu z sufitem podwieszanym i jarzeniówką. Open space, w którym za plecami siedzą ludzie z innej firmy. Gabinet z oknem na ruchliwą ulicę, gdzie co dwie minuty przejeżdża autobus. Albo po prostu pokój, który jest czysty, schludny i nie mówi o firmie nic.
Wtedy wypowiedź nagrywam w studiu nagraniowym w Gdańsku. Kontrolowane światło, cisza, tło, które nie odciąga uwagi od twarzy. Klient przyjeżdża na godzinę, nagrywamy rozmowę, wraca do firmy. Przebitki z biura dokręcam osobno, w innym dniu, w godzinę i bez angażowania nikogo.
Ważne, żeby dobrze rozumieć, kiedy studio ma sens. Nie zabieram do studia stolarza, bo maszyny za jego plecami są dokładnie tym, co klient chce zobaczyć. Zabieram tam doradcę podatkowego, bo za jego plecami jest szafa z segregatorami, a klient chce zobaczyć jego. Studio wchodzi w grę tam, gdzie miejsce nic nie wnosi. Tam, gdzie miejsce jest treścią, nagrywam na miejscu, choćby trzeba było wyłączyć sprężarkę.
Jak wygląda gotowe półtorej minuty z biura rachunkowego
Żeby nie zostać na poziomie ogólników, rozpiszę film z przykładu tak, jak wyglądałby na papierze przed montażem:
- 0:00 – brama kamienicy, schody, ręka otwiera drzwi z tabliczką. W tle zaczyna się głos właścicielki: „Większość naszych klientów to firmy, które przyszły do nas po tym, jak poprzednie biuro przestało odbierać telefon”,
- 0:10 – właścicielka na kadrze, mówi dla kogo pracują i jak wygląda pierwszy miesiąc współpracy,
- 0:35 – ręce, faktury, klawiatura, kawa. Głos dalej opowiada, co dostaje klient co miesiąc,
- 0:50 – klientka po drugiej stronie biurka, właścicielka coś jej tłumaczy na kartce. Zdanie o tym, że każdą zmianę w przepisach tłumaczą po ludzku,
- 1:05 – zespół, okno, Wrzeszcz. Zdanie o tym, od ilu lat są w tym miejscu,
- 1:20 – właścicielka, ostatnie zdanie do kamery, plansza z nazwą i telefonem.
Ani jednego ujęcia z drona, ani jednej maszyny. Ktoś, kto szuka biura rachunkowego we Wrzeszczu i trafiłby na taki film, wiedziałby po półtorej minuty, kto odbierze telefon. Do tego z tego samego dnia wyszłyby jeszcze dwie, trzy rolki pionowe z pojedynczymi zdaniami właścicielki, na LinkedIna i Facebooka firmy.
Wersja pro: własny podcast albo kanał na YouTube
Jeśli po pierwszym filmie okaże się, że przed kamerą czujesz się dobrze, jest krok dalej. Własny podcast albo kanał na YouTube, w którym raz na tydzień czy dwa mówisz o tym, na czym się znasz. Doradca podatkowy tłumaczący zmiany w przepisach, prawnik odpowiadający na pytania, które i tak dostaje w każdej rozmowie, agent opowiadający o sytuacjach, o których klienci nie mają pojęcia, dopóki się nie wydarzą.
Dobra wiadomość: dobrze wypadać przed kamerą może nauczyć się każdy. Nie znam nikogo, kto po trzecim, czwartym nagraniu mówiłby gorzej niż na pierwszym. To umiejętność, nie talent i przychodzi szybciej, niż się ludziom wydaje.
Od strony produkcji to ten sam schemat, tylko powtarzalny. Jeden dzień w studiu, z którego wychodzi cztery, pięć odcinków, a do tego pionowe klipy z każdego nagrania na social media. Ile to kosztuje, rozpisałem w cenniku nagrania podcastu. Robię to dla firm doradczych i po pół roku taki kanał daje więcej materiału niż wszystkie filmy wizerunkowe razem wzięte.
Sam fakt, że film jest, mówi o firmie najwięcej
W branżach usługowych mało kto ma film. Kancelarie mają zdjęcie budynku, biura rachunkowe logo z 2015 roku, doradcy stockowe zdjęcie uśmiechniętych ludzi przy laptopie. Kiedy w tej stawce pojawia się firma, w której właścicielka przez minutę normalnie mówi, dla kogo pracuje, widać to od razu.
Film nie musi być efektowny. Wystarczy, że jest i że jest w nim człowiek, a nie budynek.
Masz biuro, gabinet albo kancelarię i wydaje Ci się, że nie ma tam czego nagrywać? Napisz do mnie, wycenię projekt bezpłatnie w ciągu 24 godzin i od razu napiszę, co bym u Ciebie nakręcił.
